• Wpisów:34
  • Średnio co: 57 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 22:44
  • Licznik odwiedzin:1 843 / 2015 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Stwierdziłam, że czas na nowe opowiadanie
Będzie ono o pochodzącej z LA Stelli
mam już ułożony plan. szykujcie się na coś ciekawego mam nadzieję
 

 
Przerwa świąteczna. Pisać nowe opowiadanie?
 

 
Rok szkolny się skończył, a my mieliśmy tyle dylematów do jakich szkół mamy iść, żeby nie być zbyt daleko siebie. Na początek wakacji Dominik miał dać koncert dla wielu fanów. Miało ich być naprawdę dużo. Chyba milion. Przynajmniej tyle było miejsc w budynku. Ja nie mogłam jechać z nim. Mimo, że my mamy wakacje to rodzice nie. Mama i tata byli w pracy a ja zostałam z braciszkiem. Dominik przed koncertem przyjechał, żeby się trochę rozluźnić. Zawsze go wspierałam przed koncertem. Gdy już się pożegnaliśmy pod dom przyjechał samochód. Tata wszedł do domu i powiedział mi żebym biegła do zakrętu, bo są takie korki, że na pewno dogonię limuzynę Dominika na nogach. Wybiegłam więc ile sił w nogach i zatrzymałam sie na zakręcie, gdy auta już jechały dość szybkim tępem. Nie było szans na dogonienie limuzyny. Więc zatrzymaąłm się i patrzyłam.. patrzyłam długo, bo nie mogłam zrozumeić co się wydarzyło w ciągu paru następnych sekund. Ciężarówka z napojami wjechała w limuzynę Dominika. Widocznie kierowca tira nie miał już ochoty czekać na światłach i chciał po protu sobie pojechać. Tylko, że przez niego rozpętało się piekło. Natychmiast pobiegłam do limuzyny, ale ludzie zaczęli mnie trzymać. Nie chcieli żebym widziała w jakim stanie jest mój chłopak. Zaczęły zjeżdżać się karetki i straże pożarne z różnych miejscowości. Koncert tego dnia się nie odbył. Ani żadnego innego dnia.. Może trudno w to uwierzyć, ale tamtego wieczoru Dominik zmarł w szpitalu. Nie mogłam się po tym pozbierać. Jednak chwilę przed śmiercią ocknął się i powiedział " Nie smuć się. Widocznie tak musiało być. Ale w końcu będziesz musiała pokochać innego. Nasza miłość nigdy nie umrze ". Po tych słowach zapadł w wieczny sen. Ja przejęta jego słowami nie wiedziałam co zrobić. Nie było mnie już nawet stać na zawołanie lekarza. To na nic. On odszedł. Po prostu odszedł. Po tym wszystkim co przeżyliśmy. Tęsknota jest okropna, nie tylko ja za nim tęsknie, ale mimo wszystko trzymam sie. I wierze że kiedys pokocham kogoś, mimo że nie tak mocno jak Dominika, ale pokocham. Nie tak mocno jak Dominika, bo nie ma mocniejszej, silniejszej miłości od naszej. Dominika nie ma, ale nasza miłość nigdy nie umrze, bo prawdziwa miłość nigdy nie umiera.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
przepraszam że tak długo nie pisałam już daję następny rozdział. ponieważ są wakacje to trochę przyspieszę. to będzie ostatni rozdział mam nadzieję, że nie będziecie na mnie źli.
 

 
Nie rozmawiałam już z Dominikiem w ogóle. Mati czasami mi coś o nim opowiadał. Więcej czasu teraz spendzałam przy książkach i z Anką. Czytałam dużo opowieści o miłości. Lubie czytać, czasami poprostu to takie oderwanie się od świata. Był wtorkowy wieczór, siedziałam na kanapie czytając jedną z ksiażek, które wyporzyczyłam poprzedniego dnia. Nagle mój dostałam smsa.. nie chciałam go czytać, nie lubie gdy ktoś mi przeszkadza w czytaniu. Jakieś pół godziny później miałam już 5 wiadomości.. Odczytałam wszystkie po kolei i wszystkie były od Dominika. Nie wiedziałam co zrobić. Przepraszał mnie w tych smsach i pisał, że mnie kocha.. Mój telefon zaczął wibrować, a ja odruchowo wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Wyjdź przed dom - usłyszałam.
Więc zrobiłam to o co mnie poproszono. Miałam duże kapcie z misiem, krótkie spodenki i dużą koszulkę Dominika ( została mi po tym jak Dominik u mnie nocował po którymś z koncertów ). Gdy otworzyłam drzwi ujrzałam limuzynę, koło niej Dominika w garniturze i z bukietem czerwonych róż. Przytulił mnie, dał kwiaty i powiedział " Spójrz w górę " .. Spojrzałam a tam... fajerwerki z naszych inisjałów. To była najbardziej niesamowita rzecz jaką widziałam w całym moim życiu.
- Kocham Cię. Kocham Cię całą taką jaka jesteś. Nie musisz być księżniczką z prawdziwego zdarzenia. Dla mnie i tak nią jesteś. Nawet w tych kapciach, shortach i w ukradzionej mi koszulce - wybuchnęliśmy śmiechem.
Powiedziałam mamie, że jadę z Dominikiem na kolacje. W limuzynie czekały na mnie rurki, koszula, full cap i trampki.. Dominik zadbał, żeby było mi wygodnie i żebyśmy mieli niezapomniane przeżycie. No tak dziewczyna ubrana na sportowo i chłopak w garniturze jedzą romantyczną kolację w restauracji. Było wspaniale. Dominik zrozumiał, że Ernest i Przemek to nie jego przyjaciele. Daliśmy sobie jeszcze jedną szansę. Wierzę, że teraz damy radę.

 

 
Z Dominikiem rozmawialiśmy normalnie. Żyliśmy tak jakby nigdy nic. Jego kumple nie ingerowali w moje życie. Ja nie ingerowałam w karierę Dominika. W telewizji krążyły plotki, że juz nie jesteśmy razem, co powodowało uśmiech na ustach wielu fanek. Bzdura! Ja i Dominik nigdy nie czuliśmy sie lepiej. No może na początku naszego związku, ale taka którka przerwa dobrze nam zrobi. Każde z nas ma trochę czasu dla siebie, na załatwianie prywatnych spraw. Ja odbudowuję kontakty z przyjaciółmi. Małe nocowanie z Anką tak jak za dawnych lat w podstawówce. Co prawda nie widziałam się z Dominikiem jakiś dłuższy czas. Powiedzmy, że około tygodnia. Ale w końcu wpadliśmy na siebie w szkole.
- Hej, hej - podeszłam do niego z uśmiechem.
- No cześć. Czemu nie przyszłaś na impreze? - zapytał Dominik.
- Wiesz dobrze, że twoi kumple mnie tam nie chcą. Zresztą ja siebie też tam nie chcę. Nie pasuje tam..
- Dobrze wiem o co ci chodzi. Denerwują cię te tłumy fanek - zaśmiał się.
- Nie. Nie denerwują mnie one. Nie pochlebiaj sobie tak. Nie jesteś aż tak bardzo przystojny - odwzajemniłam uśmiech. - Po prostu nie mogę już dłużej milczeć. Zrozum, oni zostawili cię, gdy byłeś w potrzebie. Zostawili, bo nie miałeś kasy. Zostawili! A przyjaciele tego nie robią nigdy! Jaki z tego mamy wniosek? To nie sa twoi przyjaciele! Powiedz im w końcu co o nich myślisz.
- Co ja o nich myślę? Chyba raczej co ty o nich myślisz! Słuchaj, są moimi kumplami od dawna. Nie wiedzieli jak się zachować w sytuacji która mi się przydażyła więc woleli się wycofać i ja to rozumiem. A teraz są znów ze mną! Nie odbierzesz mi tego. Czy ci się to podoba czy nie. Ludziom trzeba dawać drugą szansę, więc w końcu ogarnij się, bo nie jesteś księżniczką bez wad.
- Przepraszam.. może masz racje. Ale wiesz co? Taka rozłąka nam źle robi. A oni nas rozdzielają jeszcze bardziej. To wszystko jest bez sensu. Kiedy między nami powstała taka przepaść bez dna? Powiedz mi kiedy! Nie poznaje już tamtego, MOJEGO Dominika. Ciebie już nie ma. Jesteś tylko marionetką w rękach producentów - powiedziałam cicho i do oczu napłynęły mi łzy. Zbyt dużo płaczę. Niestety.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytał.
- Chce przez to powiedzieć, że nie możemy być razem. Nie potrafię tak..
- Ohohoh. I kto tutaj mnie zostawia?
- Nie zostawiam cię. Zawsze będę przy Tobię. Czy będziemy razem czy nie. I o każdej porze odbiorę telefon lub odczytam smsa. Zawszę możesz na mnie liczyć - odparłam i pocałowałam go w policzek.
Od tamtej pory mało co rozmawialiśmy. Tylko czasami. Właściwie to tylko byliśmy na "cześć". Więcej rozmawiał z Matim i to od Matiego dowiadywałam się o różnych rzeczach. Pomysleć, że rozdzielili nas "przyjaciele". Nie do ogarnięcia.
  • awatar Gość: Świetny rozdział !!! <3
  • awatar For every you. ♥: Jakie smutne ;///
  • awatar Gość: fajny blog :) zapraszam do oglądania zdjęć robionych przeze mnie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
ej ludzie nadążacie ? pisać dalej?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Koncert zaczynał się o dziewiętnastej. Był to pierwszy występ Dominika przed większą publicznością. Nie zapowiadało się, żeby były tłumy. To miał był mały koncercik. No właśnie.. miał. Ale już, gdy przyszliśmy o 18 na przygotowania przed drzwiami stała rzesza fanów. Każdy dobijał się do drzwi. Współczuje pierwszej osobie. Musiała być nieźle poszkodowana.
- No to idziemy na pierwszy koncert - powiedział Dominik, po czym popchnęłam mocno drzwi i naszym oczom ukazała się wielka scena. Byłam zaskoczona - na widowni znajdowało się o wiele więcej miejsc niż myśleliśmy, ale to nic. Dominik się przygotował, miał próbę, a mi zrobili makijaż i dobrali do tego sukienkę. Czułam się jak księżniczka. Do sukienki dostałam czarne lity - powiedzieli, że mogę wszystko zatrzymać, na koszt firmy. Jakiej firmy? To teraz taki mam " imidż " ? To tak mam wyglądać cały czas? Nie mogę być sobą? Otóż to jest właśnie zła strona bycia księżniczką. Ale później było jeszcze gorzej. Przyszli " kumple" Dominika. No przecież ich nie mogę wygonić. Gorsze jest jeszcze to, że gdy Dominik śpiewał oni się tym nie interesowali, woleli zatopić się w luksusach i zapoznać z innymi gwiazdami, które były gośćmi. A mnie zaczęli obrażać i mówić, że nie pasuję do takiego świata. Mają racje. Nie pasuję zupełnie.
Gdy już koncert się skończył mieliśmy jechać na after party..
- Sorki bejbe, zabrakło miejsca w limuzynie dla takich jak ty - wyśmiał mnie Ernest.
- Sorry bejbe, mam prawo uczcić koncert mojego chłopaka - odparłam i zaczęłam wchodzić do limuzyny, ale Przemek mnie wypchnął przez co leżałam na ziemi cała utytłana.
- Skarbie, co się stało? - spytał Dominik, gdy już przyszedł.
- Spytaj koleżków.
- Chłopaki co jest grane?
- My nic nie zrobiliśmy. Jesteśmy grzeczni - odpowiedzieli.
- No kochanie. Przecież na pewno zrobili ci krzywdę przypadkiem. Nie smuć się. Za drogą kupie Ci nowa suknie i pojedziemy na imprezę.
- Nie dziękuje. Wolę wrócić, ubrać trampki, koszulę i krótkie spodenki. Wolę wrócić do mojego życia.. - odparłam.
- Ale.. - zaczął Dominik, lecz chłopcy już go wciągnęli do środka i do domu musiałam wracać taksówką.
I znów ta pustka. Ta samotność. Otacza mnie tyle ludzi, tyle atrakcji, a ja wciąż siedzę zamknięta na cztery spusty w pokoju. Czasami słuchawki w uszach to najlepsze lekarstwo. U mnie bywa tak częściej niż czasami. Ach, gdyby tylko Anita była ze mną. Gdyby nie umarła te kilka lat temu. Ale może tak miało być. Może.. Więc może teraz też ma tak być. Niech się dzieje co chce.
A zapowiadał się piękny dzień.
 

 
Wstałam rano, ubrałam się, zjadłam śniadanie, wymyłam zęby i poszłam do szkoły. Chciałam iść na nogach, żeby pobyć trochę w samotności, mimo, że teraz samotność stawała się rutyną. Czy jestem dziwna? Nie. Nie sądzę. Mimo, że będąc sama pragnę być sama i jednocześnie mnie boli samotność. Nie ogarniasz? Dobrze. Ja też nie. A więc szłam do szkoły, mijając kolejne przecznice z myślą, jaki ten dzień będzie straszny, jaki okrutny, ile kłopotów sobie narobię. Koło budy spotkałam Ankę i Matiego, przywitaliśmy się i weszliśmy do szkoły. O niczym nie wiedzieli i nie mieli wiedzieć. Szliśmy rozmawiając jakby nigdy nic, aż nagle ktoś zakrył mi oczy. Nie wiedziałam, o co chodzi.
- Zgadnij kto to księżniczko? - usłyszałam głos Dominika i aż mnie zamurowało.
- Czego chcesz Dominik? - odepchnęłam go.
- Oo. Aa. O co chodzi? Kłótnia? - zapytała Anka.
- Nie .. tak jakby. Sama nie wiem. Zresztą pytaj Dominika - odparłam i pobiegłam do swojej szafki.
Dominik został, widocznie tłumaczył moim przyjaciołom co takiego się między nami wydarzyło. Ciekawe czy zwalił winę na mnie, na producenta czy przyjął winę na siebie jak facet z jajami. Ale nie miałam okazji posłuchać. Wolałam uciec. Zaczęłam płakać, ale nie trwało to długo. Dominik przybiegł chwilę po mnie.
- I co!? Wytłumaczyłeś się czy zwaliłeś wszystko na mnie?! - krzyknęłam na niego, nie mogąc powstrzymać łez.
- Skarbie, przepraszam. Jestem totalnym idiotą. Nie powinienem tak postąpić.
- Dobrze, że przynajmniej zdajesz sobie z tego sprawę - mówiłam przez łzy. Wciąż nie mogłam się opanować.
- Nigdy nie myślałem, że doprowadzę cię do łez.
- Ja też nie.
- Wybaczysz mi? - zapytał.
- Już dawno to zrobiłam. Ale .. to mnie boli zrozum.
- Wiem, ale dlatego chcę, żebyś przyszła jutro na mój koncert. Będziesz moim vipem - zaśmiał się.
- No okej. Zgadzam się. Chcę, żebyśmy spędzali ze sobą jak najwięcej czasu.
Okazało się, że Ernest i Przemek też wybierają się na koncert. No tak, Dominik jest dziany znowu, więc znowu go lubią. Żałosne zachowanie szczeniaków, którzy nigdy nie dorosną. Dominik nie zaprotestował. Cieszył się, że jego przyjaciele idą na koncert. A ja mówiłam, że jest głupi.. ale przecież nie chciałam się z nim kłócić. Dopiero się pogodziliśmy. Cóż. Musiałam to przetrzymać.

 

 
Do domu wróciłam pieszo. Jakieś 4 kilometry .. po dwóch zdjęłam szpilki.. Oczywiście wchodząc na korytarz miałam łzy zaschnięte na policzkach i podkrążone oczy. Mama od razu zapytała, co się stało. Powiedziałam prawdę. Nie miałam powodu, by kłamać. Zawsze byłam szczera wobec rodziców. Przeprosiłam Bartusia, że Dominik nie pozdrowi go na antenie. Aczkolwiek ten brzdąc poinformował mnie, że wywiad już dawno był w TV i Dominik go pozdrowił. Byłam niesamowicie zdziwiona.. O co właściwie w tym wszystkim chodziło? Nie chciałam się już nad tym zastanawiać. Potrzebowałam przyjaciela, ale Anka i Mati robili prezentacje do projektu, a ja nie miałam ochoty im przeszkadzać. Anka jest zła, gdy ktoś jej przeszkadza w ważnym zadaniu. W tym momencie siedząc w swoim pokoju, przypomniałam sobie, jak Dominik był u mnie pierwszy raz. Pamiętam, że wziął TO zdjęcie. Mojej kochanej siostry, Której już nie ma. Była, ale jej nie ma. Czasami trudno wierzyć i pytam Boga, dlaczego mi ją odebrał, ale Bóg milczy.. albo to ja nie potrafię słuchać. W każdym bądź razie, trzeba wielkiego zaparcia, żeby po utracie bliskiej osoby wciąż wierzyć.. Ja wierzę mimo wszystko. Mój zły charakter poniekąd nie jest taki zły i wiem, że w środku jestem dobrym człowiekiem. Ale teraz nie czas na takie rozmowy. Przeszłość wróciła. Czemu? Bo znów jestem sama. Tym razem na dodatek bez przyjaciół. Ten moment, gdy człowiek zostaje zupełnie sam, sprawia, że czuje się bezwartościowy, niechciany, zamyka się w sobie i barykaduje od środka, żeby nikt nie zagłuszył tej tęsknoty za pełnią życia. Nie potrafię określić mojego położenia. Ale chyba dążę wymienioną wyżej drogą. No cóż. Bywa i tak. Będę żyć jakby nigdy nic, a później wracać do domu i zamykać się u siebie. I płakać. Tak.. często nawet płakać bez powodu. Czy to może samotność jest cichym, skrywanym powodem? Możliwe. Teraz nie zostaje mi nic, tylko zastosować się do tego beznadziejnego schematu. Położyłam się i zasnęłam. Sen.. to taki piękny stan. Śnisz o czym chcesz. Śnią ci się twoje marzenia i jesteś tam szczęśliwy. Nie zawsze, ale nie ma rzeczy doskonałych. Jednak czy sny są piękniejsze od życia? Oczywiście, że nie wiem. Ale ja je wolę. Chociaż to co wydaje się realne po przebudzeniu sprawia również ból. No właśnie obudziłam się i sprawdziłam godzinę. Za oknem było już dosyć ciemno. Na wyświetlaczu telefonu było zdjęcie.. Nasze zdjęcie. Ja i on. Tacy zakochani, z pozoru nic się nie stało, a jednak coś jest inaczej. Czy to kariera uderzyła mu do głowy? Otóż nie! Wzięłam prysznic, żeby ochłonąć. Nagle dostałam sms. "To pewnie Dominik" - pomyślałam. Ale nie to tylko jedna z milionów reklam typu "wygrałaś mercedesa". Więc tak to miało wyglądać? Teraz tylko te smsy miały mnie budzić i przy nich miałam zasypiać. A nie przy smsie "Dobranoc skarbie".. Ałć.
 

 
pinger się spieprzył -.- ale mimo to zaraz będzie nowy rozdział
 

 
Oczywiście właściciel wytwórni płytowej zadzwonił do Dominika, żeby umówić się na nagranie piosenek na płytę i jakiś wywiad do TV. Po szkole poszłam do domu, powiadomiłam mamę o tym co się stało. Była naprawdę zadowolona i dumna z Dominika.
Pomogła mi wybrać sukienkę na ten wywiad. Miałam iść z Dominikiem. Ubrałam różową, asymetryczną sukienkę i szpilki w tym samym kolorze. O piątej miał być po mnie Dominik. Była 16:30 i samochód mojego chłopaka stał pod moim domem. Pożegnałam się z braciszkiem. Obiecałam, że jeżeli będzie grzeczny to Dominik pozdrowi go przy wywiadzie lub przywiozę mu jakiś prezent.
- Hej skarbie. Pięknie wyglądasz - powiedział Dominik.
- No hej. A ty wyglądasz bardzo elegancko. To co? Jedziemy?
- Własnie .. ja w tej sprawie.. Jedźmy na razie na miasto. Może do lodziarni. Masz ochotę?
- Pewnie..
- To jedźmy.
Dominik zachowywał się dziwnie, ale stwierdziłam, że dowiem się wszystkiego w swoim czasie. Gdy już byliśmy w lodziarni zaczęliśmy rozmowę.
- Posłuchaj.. nie możesz ze mną jechać - powiedział Dominik.
- Ale .. jak to? Przecież mnie zaprosiłeś.. i mam sukienkę.. Czemu? - zapytałam.
- Po prostu właściciel wytwórni powiedział, że lepiej będzie jeśli nie przyjedziesz. Fanką może nie spodobać się, że mam dziewczynę. Mamy się na razie nie ujawniać... i nie pokazywać za bardzo razem.
- Co?! Co powiedziałeś? Nie wierzę! Okej rozumiem, że sława ma swoje wady i zalety, ale nie sądziłam, że mnie tak potraktujesz. Nie sadziłam, że mi to zrobisz. Zostawisz mnie dla fanek! Jak możesz.. W końcu pomagałam ci przecież, żebyś robił karierę.
- Nie rozstajemy się. Przecież Cię kocham. Ale po prostu na pewien czas musimy od siebie odpocząć - powiedział i pocałował mnie. Kocham go. Nie potrafię mu nie wybaczyć. Ani go powstrzymać.
- Okej. Kocham cię. Ale jedź, bo się spóźnisz.
- Dziękuje..
Dominik pojechał. A ja wyszłam z lodziarni z chusteczkami w ręce. Szłam długo po chodniku, aż doszłam do ławeczki koło placu zabaw. Patrzyłam na dzieci i przypomniało mi się jak tez taka byłam. Mała i bezbronna, ale życie mnie zmieniło. A teraz znowu się czuje taka bezbronna. Rodzice zabrali dzieci do domu i teraz siedziałam sama. Samiuteńka. I miało tak być przez najbliższy czas. Nie wiedziałam jak długo i to było najgorsze.
 

 
W piątek wszystko było takie jak zawsze. Przyjechałam do szkoły z Anką. Przed budą spotkałyśmy Matiego i Dominika, którzy ze sobą rozmawiali. Polubili się.. nawet można powiedzieć, że zaprzyjaźnili się. Mati już nawet nie był zazdrosny, ale wiedziałam, że dalej trochę boli go serce. Gdy wyszłyśmy z Anką z busa od razu do nich podbiegłyśmy - Anka po to, żeby omówić z Matim projekt, a ja rzuciłam się Dominikowi na szyję ( nie widzieliśmy się jakiś czas ). Lekcje trwały do czwartej, a o piątej byłam z Dominikiem w studiu. Zaśpiewał nową piosenkę, którą komponowaliśmy razem. Oczywiście spodobała się i to było jego demo. Wrzucono je do internetu i powiedzieli nam, że jeżeli przez tydzień będzie mieć milion odsłon, zostanie gwiazdą. Nie chcieliśmy wchodzić codziennie i sprawdzać. Stwierdziliśmy, że nie będziemy codziennie sprawdzać ile piosenka ma wejść. Chcieliśmy mieć niespodziankę. A więc tak się zaczęło. Ernest i Przemek już nie zwracali na Dominika uwagi. Jakby był nikim. Tak z dnia na dzień stał się dla nich zerem, bo nie miał już pieniędzy tyle co oni.
- Hej Dominiczku łap! - krzyknęli i rzucili w niego jakimiś drobniakami. ( To było w poniedziałek. )
- Ty żałosny, niewychowany szczeniaku! - rzuciłam się na Ernesta. Dostał z liścia w twarz ( czy raczej w ten swój pysk ), ale Dominik mnie odciągnął. Na miejscu znalazła się oczywiście od razu Anka i Mati. Zaczęliśmy się wszyscy kłócić. Ernest dostał ode mnie jeszcze wielkiego kopa, a po za tym popchnęłam go całkiem mocno na szafki i wywalił się. Anka i Mati przekrzykiwali się wyzywając Przemka - i takim sposobem już nawet Dominik włączył się do dyskusji. Po pięciu minutach z tłumu gapiów wyszedł Pan Starowski. Wszyscy umilkli na moment, ale kiedy dyrektor zapytał co się właściwie stało znów zaczęliśmy się przekrzykiwać.
- Dosyć!!! - powiedział Starowski - Zachowujecie się jak jakieś rozpieszczone bachory!
- Dwoje takich tu mamy! - odparłam.
- Patrycja milcz! Ernest i Przemek, wiem, że jesteście z nieco wyższych sfer, ale to nie powód, by wszczynać te bójki! Patrycja, Anka, Dominik i Mateusz do gabinetu. A z wami chłopaki rozmówię się po lekcjach!
- Ale proszę Pana my nie możemy. Mamy trening.
- No skoro tak to jesteście zawieszeni i nie możecie brać udziału w tegorocznych zawodach międzyszkolnych! I nie obchodzi mnie wasza opinia na ten temat!
No wreszcie dostali nauczkę! A nam dyrektor nie dał kary. Powiedział, że zdaje sobie sprawę z tego jacy są "bogacze" i dlatego nie ma zamiaru nas karać. Jest w stanie nam tylko współczuć takich rówieśników. Gdy już wychodziliśmy Pan Starowski powiedział:
- Gratuluję Dominik! Świetna piosenka. Czyżby rodziła się nowa gwiazda? Już tyle wyświetleń! Jestem dumny z takiego ucznia.
- Co? Jak to ? Przecież piosenkę dodaliśmy w piątek. Już ma dużo wyświetleń ? - zdziwiliśmy się z Dominikiem. Oboje złamaliśmy obietnice o nie sprawdzaniu licznika i spojrzeliśmy na monitor dyrektora. 2 340 000 wyświetleń! W 3 dni! Staliśmy jak wryci, aż w końcu zostaliśmy wygonieni z gabinetu. Nagle zadzwonił telefon Dominika. To był jego nowy "szef".
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- Patka co jest? Nie cieszysz się? To ty mnie wysłałaś na ten konkurs! Dzięki tobie mogę zostać gwiazdą! - Dominik wyrwał mnie z długiej chwili zamyśleń.
- Pewnie, że się cieszę, ale.. - Dominik chyba wyczuł, że w moim głosie jest jakaś wątpliwość i nie musiałam kończyć.
- Nie bój się. Nie zostawię cię. Tylko ty się liczysz, rozumiesz? I nawet, jeżeli kilometry będą nas dzielić to zawsze będziemy blisko siebie.
- Ale tam, gdzie będziesz jeździł, na pewno będą tam ładniejsze dziewczyny... fajniejsze.
- Zrozum, że tylko ty dla mnie jesteś piękna i ty się dla mnie liczysz. A teraz idziemy.
- Gdzie mnie zabierasz?
- Niespodzianka. Zamknij oczy i nie podglądaj.
- No dobra, tylko mnie nie zabij za drogą.
- Nie martw się.
Szliśmy dość długo i nie wiedziałam nawet w jakim kierunku. Nagle się zatrzymaliśmy, a Dominik pozwolił mi otworzyć oczy. Byliśmy na małej dróżce, której nigdy wcześniej nie widziałam. Wokół rosły najrozmaitsze kwiaty, a przed nami widać było małe jeziorko. Poszliśmy wzdłuż dróżki i usiedliśmy na drewnianym mostku. Rozmawialiśmy przez dobre pół godziny, a na koniec zostałam w ubraniach wrzucona do wody. Oczywiście nie byłam bez winy. Sama zaczęłam zabawę w jeziorku. Doigrałam się. Do domu Dominik odprowadził mnie około dziewiętnastej.
Następnego dnia na stołówce siedziałam z Matim i Anką. Mimo, że miałam chłopaka nie porzuciłam przyjaciół, a on nie porzucił swoich kumpli. Nagle zobaczyłam, że Dominik do nas idzie co było dziwne, bo na ogół nie podchodziliśmy do siebie w porze lanczu. Okazało się, że z powodu utraty pracy przez ojca Dominika, jego kumple już nie byli jego kumplami. Odwrócili się od niego, bo po prostu miał mniej kasy. Serio? I to ma być przyjaźń?
- Nie denerwuj się. Nie warto na nich tracić nawet słów. Zawsze Ci mówiłam, że to frajerzy - tłumaczyłam.
- Wiem, wiem. Ty zawsze masz rację.
- No dobra nie wyżywaj się na mnie!
- Przepraszam, nie chciałem. Po prostu myślałem, że ich znam dość dobrze. Widocznie się myliłem.
- Przynajmniej ty masz szansę zabłysnąć. Nie to co oni. Po za tym jak już będziesz sławny to wrócą. A wtedy odprawisz ich z kwitkiem.
- Chwila. Moment. Jak to sławny? Co się dzieje? O co chodzi? I czemu nic jeszcze nie wiem? - zapytała Anka.
- No wiesz wcześniej jakoś nie było okazji, żeby ci powiedzieć - odparłam.
- No to opowiadaj - teraz Mati też słuchał uważnie.
- No więc.. Dominik został tak jakby odkryty przez właściciela wytwórni płytowej. W piątek ma jechać nagrać demo. Oczywiście umie też grać na gitarze, więc pewnie w tym kierunku też się rozwinie.
- Przestań już tak słodzić - powiedział Dominik.
- Okej, okej. Tak naprawdę, to to wszystko dzięki mnie. To ja go zgłosiłam do konkursu.
- Jakaś ty skromna.
- Jak zawsze - wtrąciła Anka.
- Właśnie. Patka zawsze taka była. Od małego - Mati dorzucił swoje.
- No.. widocznie dużo rzeczy jeszcze nie wiem o swojej dziewczynie.
Przegadaliśmy we czworo chyba z godzinę ( bo dokładnie tyle trwa przerwa na lancz ). W piątek rzeczywiście Dominik miał nagrać demo. Jeżeli się spodoba to zostanie gwiazdą w zaledwie tydzień. Otwiera mu się nowa droga na życie. Ale moje wątpliwości jednak nie zniknęły.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Porozmawiałam z mamą Dominika i myślałam, że to coś pomoże. Nie chciałam, żeby jego rodzina się rozpadła. Udało mi się namówić Panią Majewską, aby to wszystko jeszcze przemyślała. Nadszedł weekend. Dominik miał trening, a ja pojechałam pod zapisany adres sierocińca. Niestety nikt nie chciał udzielić mi żadnych informacji. Nie byłam dość" wpływowa ". Wróciłam sobotnim wieczorem w sobotę razem z moim chłopakiem. Okazało się, że w domu dziecka nikt nic o nim nie wie. Zdenerwowani wróciliśmy do naszego miasta. Pochodziliśmy jeszcze po sklepach, a później zostałam odprowadzona do domu. Kiedy już leżałam w łóżku owinięta ciepłą kołdrą, przyszedł sms od Dominika: " SUPER! Przychodzę, a w domu nowe problemy. Matka się wyprowadza. Skarbie dobrze, że cię mam. Chciałbym, żebyś była teraz koło mnie". Strasznie zmartwiła mnie ta wiadomość. Nie chciałam, żeby Dominik był sam w tym momencie, ale nie mogłam do niego biec na nogach w środku nocy. Napisałam mu tylko, że pogadamy w szkole. Następnego dnia rano spotkała mnie wielka fala łez i uścisków. Wiedzieliśmy obydwoje, że mama Dominika już nie wróci. Ale mimo wszystko starałam się go pocieszyć. Stwierdziłam też, że ta cała sprawa z adopcją jest bardzo tajemnicza. Musiałam się nią zająć sama, osobiście.
Idąc korytarzem zobaczyłam ulotkę "Chcesz być gwiazdą? Zostań nią!" czyli coroczny konkurs talentów w centrum miasta. Próbowałam namówić Dominika, żeby się zgłosił, ale to na nic. Więc zrobiłam mu niespodziankę. Zapisałam go sama. Taki talent nie może się marnować. Na parę dni odłożyliśmy sprawy rodzinne i zajęliśmy się sobą.
Każde z osobna. On miał czas na przygotowania to konkursu, a ja na wybadanie sprawy z sierocińcem. Okazało się, że Dominik jest adoptowany, ale nie chciałam mu o tym mówić. Od kiedy ostatnio byliśmy w domu dziecka razem i niczego się nie dowiedzieliśmy, Dominik wydawał się mniej przybity.. i jakiś szczęśliwszy. Nadszedł dzień, kiedy w centrum miasta miał odbyć się konkurs talentów. Jednak pogoda nie była zbyt ładna, więc przenieśliśmy się do wytwórni płytowej ( jakieś 2 kilometry dalej ), ponieważ właściciel wytwórni był jednym ze sponsorów. Występ Dominika był znakomity. Zagrał na gitarze tą piosenkę, od której wszystko się zaczęło. Nie zafałszował. Nie przekręcił ani jednej nutki, ale.. najwidoczniej sędziowie uważali inaczej i nie chcieli, by przeszedł do dalszego etapu. W tym momencie na scenę wkroczył właściciel wytwórni płytowej " Top Records ". Powiedział, że nie ma mowy, aby koleś z tak wielkim talentem odpadł. I mimo, że nie przeszedł do drugiego etapu konkursu to zainteresowało się nim kilka szych w branży muzycznej. Czyżby to był początek kariery? Czyżby zaczęło się coś nowego? I czy Dominik nie porzuci mnie dla tłumu fanek? Bałam się tych myśli, ale same się pchały do mojej głowy. Niestety to nie był koniec problemów. Firma ojca Dominika zaczęła się staczać. Można powiedzieć, że zbankrutowali. I co teraz? Czy chłopak, który zawsze miał wszystko czego chciał i żył w dostatku, poradzi sobie z biedą?
 

 
Uśmiechnęłam się i popatrzyłam Dominikowi prosto w oczy.
- Skarbie co się stało? Płaczesz ze wzruszenia? Bo siedzimy w tym samym miejscu, w którym za pierwszym razem .. Dominik co się dzieję? - zapytałam, bo zobaczyłam, że coś serio jest nie tak.
- Nic kochanie. Wzruszyłem się. Tak jak powiedziałaś.
- Przestań.. znam cię. Co się dzieję?
- Okej. Wcześniej nie chciałem ci niczego mówić, ale dowiedziałem się czegoś.. przerażającego. Po prostu.. nie wiem jak ci to powiedzieć.
- Wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko.
- Ja.. moi rodzice.. ja ich nie mam.
- Co ty opowiadasz? Przecież masz kochającą rodzinę.
- Nie.. Ostatnio tata zawołał mnie do swojego gabinetu, ale musiał wyjść odebrać telefon. I wtedy zobaczyłem na jego biurku te papiery.. - powiedział Dominik i wyciągnął z szuflady biurka jakieś kartki.
- Co to jest? - zapytałam.
- Przeczytaj.
Przez pięć dobrych minut siedziałam nad aktami. Nie wiedziałam co powiedzieć. Było tam wyraźnie napisane, że Dominik jest adoptowany. Powstało milion pytań w mojej głowie. Dlaczego rodzice go oddali do adopcji? Ale cisza trwała zbyt długo, a Dominik nie przestał popłakiwać. Pozory mylą. W środku był bardzo wrażliwy. Wiedziałam, że muszę mu coś powiedzieć.
- Nie płacz - odparłam.
- Łatwo ci mówić. Ty masz normalną rodzinę.
- Przestań. Może twoi biologiczni rodzice mieli powody, że teraz nie jesteście razem, może nie było ich stać na dziecko lub.. nie wiem.
- Nie pocieszaj mnie. Zresztą ta rodzinka wcale nie jest taka szczęśliwa jakby się wydawało. Moja mama... przybrana mama chce odejść. Nie pasuje jej takie życie. Chce mieć spokój. Nie chce już zajmować się modelingiem.
- Skarbie. Wszystko się ułoży. A jeżeli będziesz szczęśliwszy to pomogę ci jakoś dotrzeć do sierocińca i dowiedzieć się czegoś o twoich biologicznych rodzicach.
- Jesteś kochana.
- Daj jeszcze raz te papiery. Tam na pewno jest adres. Okej. Przepisałam. A teraz idź odnieść je do gabinetu ojca, bo założę się, ze wziąłeś je bez pytania.
- Zgadłaś..
- No więc zmykaj, a ja wysuszę włosy i zaraz obejrzymy jakiś film. I nie smuć się. Może uda mi się porozmawiać z twoją mamą i coś zdziałam. Kocham cię.
- Ja ciebie też. Bardzo. Dziękuję za wszystko. Nie tylko jesteś moją drugą połową, ale jeszcze przyjaciółką.


  • awatar For every you. ♥: ooooo ;o
  • awatar fankivioletty: nie czytałam wszystkiego ale to interesujące.Zajrzyj do mnie mam o modzie trendach i wykreślanki ubrań oraz opowiadanie o dziewczynie nieszczęśliwej w miłości
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
* dzisiaj duża ilość wpisów tylko dzięki Madzi * dla ciebie kotek
 

 
- Nie ma mowy!
- Ale mamo proszę cię!
- Nie! Już ci odpowiedziałam!
- Mamo noo!
- Nie denerwuj mnie! Idź już.
Dominik kłócił się z matką bardzo często. Mimo, że ona rzadko bywała w domu. Jest modelką, więc ciągłe sesje i praca nad kolekcją ubrań zajmują jej większość czasu. Mój chłopiec chciał po prostu zabrać mnie na koncert, ale nie dostaliśmy na to zgody. Był zbyt późno, bo o 230.
- Jak ja jej nienawidzę! - krzyczał, gdy wrócił do mnie ( to znaczy do swojego pokoju, bo na ogół spędzaliśmy czas u niego )
- Przestań! Nie mów ta! Kochasz mamę. Rzeczywiście koncert jest bardzo późno, pójdziemy kiedy indziej. O innej godzinie. Nie denerwuj się tak skarbie. Możemy posiedzieć i porobić coś innego - uspokajałam go.
- Ale obiecałem ci ten koncert już dawno.
- Nic się nie stało. Tak szczerze to wolę zostać z Tobą tutaj niż iść na koncert, gdzie będzie tłum wrzeszczących ludzi. Nie jaram się tą perspektywą.
- No dobrze. Co chcesz robić?
- Sama nie wiem. Ty coś wymyśl.
- Okej mam pomysł. Gosposi dzisiaj nie ma. Daliśmy jej wolne. Więc może zrobisz dla mnie jakies ciasteczka?
- Ja? Dla Ciebie? Hahahaha. Chyba ty dla mnie. No to dajesz składniki. Zrobimy te ciacha razem.
Po pięciu minutach na blacie leżały wszystkie możliwe, słodkie składniki jakie były w domu Dominika. Zmieszaliśmy mąkę z masłem, kakaem, cukrem i cukierkami. Po za tym dodaliśmy kawałki czekolady i zrobiliśmy bitą śmietanę. Nie wiem czy był to dobrzy pomysł, bo kuchnie wyglądała naprawdę strasznie, gdy włożyliśmy ciastka do piekarnika.
- Co tu się stało? - zapytał pan Majewski.
- No cóż mama nie pozwoliła iść na koncert, więc sami zapewniliśmy sobie rozrywkę.
- Wyglądacie strasznie. Patrycja jest cała brudna. Nie wróci w takim stanie do domu. Lepiej zadzwonię do jej mamy. Powiem, że Patka zostanie u nas na noc.
- Okej. Nam pasuje - zaśmialiśmy się.
Byłam cała w mące. Miałam ją we włosach, a w kieszeniach znalazłam czekoladowe cukierki. Poszłam do łazienki na piętrze ( tej należącej do Dominika ) i wzięłam prysznic.
- Dominik. Czy dałbyś mi coś na przebranie?
- Jasne. Masz.
- Super. Nie masz nic lepszego?
- Sprawdź w garderobie. Nie będę podglądał, nie bój się - i znów śmialiśmy się głośno.
Miałam mokre włosy i ubrałam bluzę Dominika, którą najbardziej lubiłam. Był w niej tego dnia, kiedy zaczęliśmy być parą. Gdy wyszłam z garderoby mój skarb siedział na parapecie. Nie miał koszulki, a jego włosy były tak mokre jak moje. Pewnie też był pod prysznicem. Dziwne, że tak długo wybierałam strój. Podeszłam do niego i wtuliłam się w jego umięśnione ciało. Pogłaskał mnie po policzku i pocałował lekką. Nie wiem dlaczego, ale jego twarz była wilgotna od łez. Myślałam, że po prostu wzruszył się. Ale jednak nie miałam racji.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Rzeczywiście przez pierwsze dwa tygodnie nikt nie wiedział o mnie i Dominiku. Nie przeszkadzało mi to, bo czułam się z nim niesamowicie szczęśliwa. Uczyłam go u niego lub u mnie. On akceptował moje wady, a ja jego. Uczył mnie grać w koszykówkę i na gitarze. Chodziliśmy do kina i na wieczorne spacery. Lecz w końcu zdecydowaliśmy przyznać się najpierw rodzicom, później Ance i Matiemu, a później Przemkowi i Ernestowi, że jesteśmy parą.
Miałam na sobie jaskrawą żółtą sukienkę i szpilki w tym kolorze. Byłam pod domem Dominika .. moja mama już wiedziała, ze jesteśmy razem, ale nadszedł moment, żeby poinformować Państwa Majewskich.
- Witaj kochana - powiedziała mama Dominika.
- Dobry wieczór, czy jest Dominik?
- Tak, tak. Wejdź. Jak ty ślicznie wyglądasz. Wybieracie się gdzieś razem?
- A czy jest może pani mąż? I czy mogliby tu przyjść z Dominikiem?
- Oczywiście już po nich idę.
Chwilę później stałam z rozpuszczonymi włosami obok mojego chłopaka. A naprzeciw nas stali jego dziani rodzicie. Nie wyrazili sprzeciwu. Cieszyli się, że ich syn ma 'normalną' dziewczynę. Wyszliśmy do kina na komedie romantyczną. Usiedliśmy w ostatnim rzędzie i zobaczyliśmy Ernesta z jego dziunią. Trochę wcześniej niż się spodziewaliśmy, musieliśmy wyjawić prawdę. Ernest podszedł do nas od razu, a zaraz z salę wszedł Przemek z Mają ( jego ukochaną ). Dominik zatrzymał ich i powiedział, że jeżeli tylko się ze mnie zaśmieją to porozmawia z nimi na osobności i nie będzie to dla nich przyjemna rozmowa. Chłopaki od razu odpuścili. Nie chcieli kłopotów przy swoich dziewczynach. Nie wyśmiali nas. Właściwi nie skomentowali naszego związku w ogóle. Ale na następny dzień jechałam z Matim i Anką do szkoły ( Matiemu zepsuł się skuter, więc jechał z nami busem ). Wyjawiłam im prawdę, a oni ( nawet Mati ) zaczęli krzyczeć z radości. Prawdziwy przyjaciel cieszy się twoim szczęściem. Koło szkoły czekał na mnie Dominik. Weszliśmy razem i nagle wszystkie spojrzenia były skierowane na nas. Nie było to komfortowe, ale z czasem przestali się nam przyglądać, tak jakby to było normalne. A czy było?
 

 
Kiedy już siedzieliśmy koło siebie patrząc sobie prosto w oczy nie mogłam pojąć co się stało.
- Czemu? - zapytałam.
- Przepraszam - usłyszałam.
- Nie musisz. Ale powiedz mi czemu?
- Nie ważne.. może lepiej zacznijmy naukę.
- Nie! Powiedz mi czemu to zrobiłeś! - krzyczałam na niego. byłam zła, bo w głębi duszy wiedziałam, że między nami nic nie będzie.. Nie może być.
- Nie krzycz proszę. I nie karz mi się tłumaczyć, bo nie umiem tego wytłumaczyć. Po prostu są takie momenty, że człowiek robi coś pod wpływem chwili, emocji, miłości..
- Co?
- Nic. Proszę, nie wypytuj mnie.. Ja nie potrafię rozmawiać poważnie na takie tematy. Boję się o tym rozmawiać, bo zazwyczaj wszyscy myślą, że jestem jak moi kumple. ty też tak myślisz.
- Nie prawda. Nie myślę tak, już nie.
- Już.. ale myślałaś.
- To teraz nieistotne.
- Zaczniemy dzisiaj się uczyć czy nie? - powiedział Dominik już kompletnie zdenerwowany sytuacją. Nie mówił z ironią tylko ze wstydem.
- Nie. Powiedz mi co się dzieje.
- Dobra. Skoro tak bardzo chcesz wiedzieć. To podobasz mi się. Cholernie mi się podobasz i nie chodzi tylko o wygląd, twój charakter, osobowość, wszystko. Kocham cię! Ale wiem, że nie dorastam ci do pięt i nie mam zamiaru próbować się "zbliżyć" czy cokolwiek, bo to się nie uda. Nikt nas nie zaakceptuje.
- Nas? Jeżeli ty nas nie zaakceptujesz to inni też nie. Musisz się przyzwyczaić do tego, że czasami się różnisz w niejakich rzeczach od swoich kolegów.
- Dlaczego tak rozgrzebujesz ten temat?
- Bo .. Można powiedzieć, że też od dawna coś do ciebie czuję - powiedziałam z załamanym głosem i rozpłakałam się. - Wiem, że nie jestem z twoich sfer i, że będziesz się mnie wstydził i ... - rozpłakałam się na dobre.
- Nie płacz. Nie wiedziałem, że jesteśmy w takiej samej sytuacji. Ale nie obchodzą mnie inni. Na razie możemy się spotykać za plecami wszystkich, ale za niedługo się ujawnimy - powiedział i przytulił mnie mocno. Czułam jego oddech na policzku.
- Czyli my...
- Tak kochanie - te słowa pamiętam do dziś.
 

 
Po swojej ostatniej myśli sama się na siebie wydarłam w duchu. Jestem zupełnie z innych sfer. Nie mogę być z Dominikiem, nawet w marzeniach. Nie dorastam mu do pięt.
Dominik miał własną łazienkę, więc weszłam do niej i przejrzałam się w lustrze. Nie wyglądałam źle. Wyciągnęłam jeszcze pomadkę i posmarowałam usta. Później wróciłam do jego pokoju i usiadłam na miękkim fotelu. W tym momencie Dominik wszedł do środka.
- Hej. Przepraszam, że czekałaś - odparł
- Hej. Nic nie szkodzi. Twoja mama była dla mnie niezwykle miła - odpowiedziałam.
- Pójdę się przebrać i zaraz wracam.
- Okej. Zaczekam jeszcze chwilę.
Chłopak wszedł do garderoby i podczas, gdy wybierał nowe ciuszki ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę wejść - powiedziałam, ale zaraz tego pożałowałam. Przecież nie jestem u siebie. Co mi do tego kto puka.
- Hej Patrycjo. Dominik się pewnie przebiera. Wpadliśmy w międzyczasie ( na zakupach oczywiście ) do sklepu muzycznego i kupiliśmy nową gitarę. Możesz ją obejrzeć. Nie zarysuj tylko. Dominik by cię chyba zabił - powiedział wysoki mężczyzna z blond czupryną. To był Pan Majewski. Dominik chyba nie odziedziczył po nim wzrostu.
- Dobrze, ale... - urwałam, bo ojciec Dominika bardzo się gdzieś śpieszył i zamknął drzwi zanim dokończyłam zdanie.
Obejrzałam gitarę bardzo dokładnie. Była to gitara akustyczna. Dziwiło mnie trochę, że koleś który mi się podoba gra na gitarze, ale z drugiej strony było to słodkie.
- Nie zarysuj, bo zginiesz - usłyszałam miękki głos Dominika koło mojego ucha.
- Okej. Okej. Już oddaję. Ale.. nie wiedziałam, że grasz.
- No widzisz. Zdarza się. Nie wszystko o mnie wiesz, ale możesz popytać jak chcesz.
- Okej. To opowiedz mi od kiedy grasz.. i czemu? Myślałam, że kręci cię tylko sport.
- Tak się składa, że sport kręci moich rodziców. Ja chciałbym zostać muzykiem. To moje marzenie. Gram od dwóch lat. Możesz ocenić jak mi to wychodzi.
- Jasnee.. wkręcasz mnie. Nie wierzę, że od tak dawna grasz.
W tym momencie Dominik złapał mnie za rękę i poprowadził do wielkiego parapetu, na którym usiedliśmy razem. Zagrał dla mnie najpiękniejszą melodię jaką kiedykolwiek słyszałam i została w mojej pamięci do końca życia. Gdy skończył zbliżył się do mnie, a ja zdenerwowana nie wiedziałam co zrobić. Nasze usta się spotkały i przez jakieś dziesięć sekund byłam najszczęśliwsza na ziemi.
poczułam się jak w niebie.

 

 
Nadeszła sobota. Nie wiedziałam jak dojść do domu ( czy raczej willi ) Dominika, ale przysłał mi sms z jego adresem. Stresowałam się okropnie, bo mimo, że to jego kumple robili sobie ze mnie jazdę to czułam, że nie pasuje mu że jestem z "marginesu społecznego". No cóż, nic nie poradzę na to, że żyję w gorszych warunkach. O dwunastej byłam już koło rezydencji państwa Majewskich. Zadzwoniłam domofonem, a odebrała jakaś bardzo uprzejma kobieta. Jak się później okazało, była gosposią. Otworzyła mi drzwi i weszłam w coś co przypominało taras. Od otwartych drzwi szło się do następnych po wysadzanym kostką chodniku, a po bokach było mnóstwo kolorowych kwiatów. Byłam niesamowicie zaskoczona. Nie wyobrażałam sobie, że mieszkanie nawet tak bogatego kolesia może wyglądać jak.. jak pałac. Otwarłam kolejne drzwi i weszłam do wielkiego salonu który łączył się z pokojem filmowym i długim korytarzem. Nagle podeszła do mnie wysoka kobieta o blond włosach i zostałam przywitana ciepłym uśmiechem.
- Ty pewnie jesteś Patrycja, Dominik uprzedził mnie, że przyjdziesz - powiedziała, a jej głos był łagodny i miły.
- Tak to ja. Dzień dobry. Czy Dominik jest gdzieś tutaj? - spytałam.
- Nie, niestety Dominik pojechał na małe zakupy ze swoim tatą, ale powinni wrócić za parę minut. Wiesz wolimy robić zakupy sami, niż wysyłać gosposie. Przynajmniej od tej czynności może odpocząć - mówiła takim tonem, jakby życie w luksusie jej nie dawało satysfakcji.
- No tak, na pewno ma dużo pracy. Ale skoro nie ma Dominika to może ja przyjdę później - nie chciałam tam stać, bo czułam się niezręcznie.
- Och, nie! Przepraszam za moje zachowanie, nawet nie zaprosiłam cię dalej. Nie musisz wychodzić, po prostu zaczekaj w pokoju mojego syna. Na pewno za niedługo wróci. Chcesz coś do picia?
- Nie, dziękuję Pani bardzo.
- Dobrze, więc idź po schodach na górę i wejdź w pierwsze drzwi z prawej strony. Mam nadzieję, że nie ma tam zbytniego bałaganu. Gdy moi chłopcy wrócą z zakupów od razu poinformuję, że czekasz.
- Dobrze. Dziękuję.
Używając instrukcji Pani Majewskiej zaszłam do dużego pokoju z garderobą i widokiem na ogród. Zastanawiałam się, kiedy Dominik przyjdzie. Gdy wreszcie wrócił z zakupów siedziałam podekscytowana i zdenerwowana. Miałam na sobie białe rurki, pastelową niebieską koszulę ( pod nią cienką, białą bokserkę ) i trampki takiego samego koloru, a do tego niedbale zawiązanego koka.
- Mam nadzieję, że mu się spodoba - pomyślałam.

 

 
Minęło kilka dni. Anka wyzdrowiała, ale Dominika dalej nie było w szkole. Minął weekend, a ja zastanawiałam się czemu Ernest i Przemek tak szybko odpuścili. Ja starałam się nie podpadać nauczycielom, żeby nie narobić problemów. Któregoś dnia ( nie wiem dokładnie, bo nie chciało mi się już nawet sprawdzać kalendarza ) Dominik wreszcie pojawił się w szkole. Miał do mnie wielkie pretensje, że nie uczyłam go w sobotę, przez co dostał jedynkę z kartkówki
- Obwiniasz mnie za to? Ja powiedziałam chłopakom, że masz znaleźć kogoś na zastępstwo! - krzyczałam na niego. - Po za tym to i tak mała kara za to co ty zrobiłeś!
- Ja ? Co Ci niby zrobiłem? Starałem się być miły! Nawet nie wpadłem na pomysł żeby ci dokuczyć!
- Taa. A te sms i te teksty o paszczurze to sama sobie wysyłałam może, co? - odparłam.
- Chwila, moment ! Jakie sms! Przecież telefon zostawiłem po treningu w szatni i Ernest go wziął, kiedy ja już jechałem do domu. A żadnych tekstów o paczszurze nie było! - tłumaczył się.
- Mati słyszał waszą rozmowę tydzień temu.
- Tydzień temu byłem w domu. Miałem anginę. Już kilka dni siedziałem w domu więc nie mógł mnie ani widzieć, ani słyszeć - powiedział Dominik.
- No chyba nie mówisz, że mój przyjaciel sobie to wszystko wymyślił!
- Nic takiego nie powiedziałem. Ale będę potrzebowała dalej korepetycji, więc chodźmy wyjaśnić tę sprawę. Ernest i Przemek mi za to odpowiedzą!
- No dobra. Ja też chcę mieć już to wszystko za sobą.
I jak się okazało to Ernest wysyłał sms z telefonu Dominika. Chciał się zabawić kosztem moim i swojego kumpla. To było żałoste. Miałam ochotę mu przywalić, ale wciąż pamiętałam o przestrogach dyrektora. Co do Matiego to on również mnie okłamał, ale miał wyrzuty sumienia i sam się do tego przyznał. Po prostu był zazdrosny i dlatego to zmyślił. długo byłam na niego zła, ale jest moim przyjacielem, nie potrafię się na niego gniewać za bardzo. Zresztą w weekend miałam znów się zobaczyć z Dominikiem. Tym razem u niego.
 

 
*chwilowy brak czasu*
 

 
Od Dominika dostawałam różne smsy, ale od razu, gdy je przeczytałam były kasowane. Po prostu na nie nie reagowałam. Oczywiście tak jak Mati na mojego smsa. Następnego dnia znów jechałam sama autobusem i zobaczyłam Mateusza. Wysiadając modliłam się, żeby mi wybaczył wczorajszą kłótnię. Myślałam, że do mnie podejdzie, ale nie zrobił tego. Weszłam do szkoły ledwo powstrzymując się od łez. Wyciągnęłam książki z szafki i zobaczyłam Ernesta i Przemka. Patrzyli na mnie szyderczym wzrokiem, a, gdy koło nich przechodziłam zaczęła się dyskusja.
- Wyglądasz pięknie... Nadal jesteś ładna... Dziękuję za pomoc... Jesteś cudowna... Nie płacz, wiem, że śmierć kogoś bliskiego to wielki ból... - chłopaki po kolei powtarzali wszystkie teksty, które słyszałam od Dominika w sobotę.
- Przestańcie! Nic wam nie zrobiłam, żebyście mnie tak traktowali! - odparłam.
- Hej paszczurku, co jest? Nie ta bajka? Wygląda na to, że jesteś Kopciuszkiem, a nie księżniczką - wybuchnęli śmiechem.
- Chłopaki darujcie sobie te teksty, bo naprawdę mam je gdzieś. A KSIĄŻĘ niech znajdzie sobie kogoś nowego do korepetycji. Ja się na to nie piszę.
- Ojej. Jaki bulwers, a kto załatwi ci w takim razie pozytywne zachowanie, hę? - zaczęli. Już miałam im wygarnąć, ale podszedł do mnie Mati i odciągnął mnie od nich. Nie chciał, żebym znowu miała problemy. Było mi przykro z powodu niezbyt miłych sms od Dominika z poprzedniego dnia. Dziwiło mnie też, że nie ma go w szkole, ale cieszyłam się, że Mati nie jest już na mnie zły i wszystko między nami okej. Oczywiście nie wygarnęłam Ernestowi i Przemkowi, bo Mateusz mnie od nich odciągnął, ale zdążyłam pożegnać ich pięknym fakiem. No cóż, już taka jestem

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Pobiegłam pod dom Anki. Miałam do niej przyjść z zadaniami i powiedzieć co u Matiego. Dzwoniąc dryndełkiem ( bo tak nazywałyśmy jej dzwonek do drzwi ) łzy dalej ciekły mi po policzkach. Otworzyła Pani Maja - mama Ani.
- Dzień dobry, jest Ania, czy jest jeszcze u lekarza?
- Dzień dobry. Ania jest u siebie, ale dziecko kochane co się tobie stało?
- Nic takiego, po prostu drobna kłótnia z Matim.
- No dobrze.. wejdź, nie stój tak w drzwiach. Mam nadzieje, że to tylko jakaś bzdura. Idź na górę do Ani. Zrobię ci herbatę.
- Dobrze, dziękuję bardzo.
Mama Ani zawsze była dla mnie miła, wiedziała, że jestem dla jej córki jak siostra, której nigdy nie miała, a tak bardzo chciała.
- Hej Anka - weszłam do jej pokoju i rzuciłam plecak na podłogę. Położyłam się na jej łóżku i wtuliłam się w poduszkę.
- Pati co ci jest? Mam tylko anginę, to nic poważnego, nie umieram przecież - śmiała się moja przyjaciółka.
- Posłuchaj, może ja lepiej najpierw dam ci zadanie, a później wszystko opowiem.
- Okej.
Pokazałam Ance wszystko co przerobiliśmy tego dnia i już miałam zacząć mówić o Mateuszu, ale weszła jej mama.
- Dziękuje za herbatę.
- Nie ma za co kochanie - Pani Maja często tak do mnie mówiła.
- Okej. Mama już wyszła, możesz mówić - szepnęła Ania.
- No więc, pokłóciłam się z Matim. Wygadałam mu, że myśli, że jest dla mnie odpowiedni, a on na to, że ... - urwałam i wybuchnęłam płaczem.
- Patka. Przestań ryczeć i dokończ, bo nie wiem co ci powiedzieć puki nie skończysz.
- Okej. On powiedział, że Dominik nie jest dla mnie. Powiedział, że Dominik z kumplami nazywają mnie "paszczurem" i wcale nie chcą, żebym go uczyła.
- Booooże. Patka i o to się pokłóciłaś z Matim? Wiesz, że mu przejdzie. Kochamy go i on nas.. a ciebie szczególnie.
- Ale czy ty nie rozumiesz co on powiedział? Założę się, że zrobił to tylko po to, żeby sobie samemu ulżyć. Żeby odciągnąć mnie od Dominika. Udało mu się.
- Napiszemy zaraz do obydwu z nich i wyjaśnimy ta sprawę.
Po tych słowach wysłałam sms Dominikowi "Siema bejbe. Z tej strony twój paszczur, nie musisz się już przede mną kryć, że mnie nie lubisz. A tak na marginesie piątek odwołamy. radź sobie sam lamusie. Wiedziałam, że jesteście siebie wszyscy warci". Natomiast Mati otrzymał ode mnie takiego smsa "Mati przepraszam, padło dzisiaj zbyt dużo słów. Wiem, że byś mnie nie okłamał i, że chcesz dla mnie jak najlepiej. Kocham Cię . Jesteś najlepszym przyjacielem świata"
Nie powinnam mu pisać, że go kocham, ale należało mu się to po dzisiejszym dniu. Miałam tylko nadzieję, że Dominikowi będzie na tyle głupio, że nie odpiszę. Niestety myliłam się.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wieczorem dostałam sms "Dzięki za dzisiaj. Serio mi pomogłaś. Dominik" Był mi bardzo wdzięczny i już wiedziałam dlaczego. Miał tyle złych ocen, że trener chciał go wyrzucić z drużyny. Oczywiście on się tym aż tak nie przejął, ale jego rodzice ( właściwie jego ojciec ) trzymają za niego kciuki, bo chcą żeby został sportowcem. Jest całkiem dobry w kosza, mimo swojego średniego wzrostu. Zastanawiałam się co w sumie chciałby robić w życiu. Myślałam o tym całą drogę do szkoły. Jechałam sama, bo Anka akurat zachorowała. Koło budynku liceum spotkałam Matiego, dopiero wczoraj wrócił z wczasów. Mati to mój drugi po Ani przyjaciel. Zawsze mnie bronił. Już od początku roku. Rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam opowiadać co się działo. I znów podczas biologii siedziałam koło Dominika. Tym razem to on się przysiadł. Pani Omeli przyniosła mu jego sprawdzian, który napisał na dodatkowych zajęciach rano.
- Brawo Dominik. Jednak dało radę - zaśmiała się.
- Jest! Jeszcze jeden sprawdzian tak napiszę i na pewno nie wylecę z zespołu! Dzięki Ci! Jesteś wielka! - z radości mógłby skakać pod sufit, ale zrobił coś co zdziwiło wszystkich jeszcze bardziej. Pocałował mnie w policzek. Cała się zaczerwieniłam, wydawało mi się, że cała klasa wierci nas wzrokiem, ale lekcja zaczęła się na dobre, więc starałam się nie zwracać na to uwagi. Po biologii Dominik zagadał
- Przepraszam, trochę mnie poniosło. Głupio wyszło.
- Spoko. To nic takiego.
- Na prawdę jestem Ci wdzięczny. Ale jakbyś mogła pomóc mi jeszcze w innych przedmiotach, byłbym jeszcze bardziej wdzięczny.
- Okej. Gdzie i kiedy?
- W piątek wieczorem.. może tym razem u mnie?
- Jasne.. tylko.. nie wiem gdzie mieszkasz.
- Wyśle ci sms z adresem.
- W takim razie okej.
Na stołówce rozmawiałam z Matim i wygadałam mu się, że w piątek znów się spotykamy z Dominikiem na korepetycjach. Może wy uważacie, że nie istnieje przyjaźń damsko - męska , ale my akurat mówiliśmy sobie wszystko. Jednak moje szczęście nie trwało długo.
- Nie powinnaś tak mu pomagać. Zawsze był dla Ciebie nie miły - zaczął mój kumpel.
- Przestań! Proszę cię! Jestem szczęśliwa, że mogę spędzić z nim trochę czasu. A po za tym to nie on tylko jego kumple byli dla mnie nie mili - uparłam się.
- Chyba nie będziemy się kłócić w stołówce?
- Nie, nie będziemy, bo nie mam zamiaru się z tobą kłócić, ale skoro chcesz. Możemy wyjść na korytarz.
Wyszliśmy i idąc korytarzem zaczęła się ostra wymiana zdań.
- Zrozum, to nie jest chłopak dla ciebie! - Mati krzyczał na mnie.
- A co może ty jesteś dla mnie odpowiedni?! - wypaliłam. Wiedziałam, ze podobam się Matiemu, bo wyżalił się kiedyś Ance. A kto jak kto, ale Anka jest paplą.
- Przesadziłaś! Wiesz?
- Przepraszam, nie chciałam Cię urazić..
- Ale to zrobiłaś. Jak zawsze musisz mi wszystko wypominać. Chyba nic złego nie ma w tym, że .. a zresztą nie ważne. Ty i Anka jesteście siebie warte. Możecie się do mnie nie odzywać.
- Ale Matii. Przestań, przecież przeprosiłam. Powiedz chociaż czemu to niby Dominik nie jest dla mnie? Bo nie jestem bogata?
- Nie o to chodzi! Jest dla Ciebie nie odpowiedni, bo nawet nie umie się przyznać przed kumplami, że cię lubi! Tak.. słyszałem ich rozmowę. I wiesz co? Powiedział, że niestety w piątek tez musi mieć korepetycje z " tym paszczurem " . Przykro mi, że dowiedziałaś się o tym w taki sposób, ale sama zaczęłaś.
- Nie wierzę ci. Nie wierzę! Mówisz tak bo jesteś zazdrosny! Przestań. Wiesz, że sprawia mi to ból!
- Nie okłamałbym cię. Zresztą. Nie ważne. My sie już nie przyjaźnimy.
- Jak możesz - powiedziałam przez łzy i wybiegłam przed szkołę. Lekcje się już właściwie skończyły, nie groziła mi nagana, więc biegłam przed siebie ile sił w nogach.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Weszłam do pokoju i zobaczyłam, że Dominik siedzi na moim łóżku z fotografią w ręce.
- To moja siostra.. na tym zdjęciu - powiedziałam.
- Ja, przepraszam. Po prostu, tak tylko, rzuciło mi się w oczy. Nie chciałem - próbował się usprawiedliwić.
- Nie ma sprawy. Nic się nie stało.
- Ale.. ja myślałem, że masz tylko brata - zawahał się.
- Bo mam tylko brata.
- Czyli..
- Tak, zmarła gdy miałam sześć lat.
- Przepraszam, nie wiedziałem. Już odkładam na miejsce.
- Nie musisz przepraszać. Ja pamiętam ją jako wspaniałą osobę. Tyle mi wystarczy. Przecież to nie twoja wina, że .. - powiedziałam i łzy zaczęły mi ciec po policzkach.
- Nie płacz, proszę. Nie potrzebnie zaczynałem temat. Nie musisz mi o tym opowiadać. Przepraszam - przytulił mnie mocno, a moje łzy wsiąkły w jego bluzę. Czułam się rozdarta. Byłam w nim zakochana, o czym oczywiście nie wiedział. Z jednej strony uważałam, że mnie nie lubi, a z drugiej strony był właśnie w moim domu i mnie przytulał. Koniec tego dobrego.
- Przepraszam cię. Rozkleiłam się - odparłam.
- Nie, to moja wina.
- Pójdę do łazienki.
- Okej. Będę czekał.
Będąc w łazience nie mogłam zrozumieć, co właśnie się zdarzyło. Ogarnęłam się trochę, ale wiedząc, że minęło pół godziny, a Dominik niczego się nie nauczył szybko do niego wróciłam.
- Teraz pewnie nie wyglądam już tak ślicznie, co? - śmiałam się.
- Nie prawda. Dalej wyglądasz ładnie - zaskoczyła mnie jego odpowiedź.
- Okej. Kłamstwo, ale w dobrym celu. Dziękuję. Dobra zaczynamy naukę, bo jak tak dalej pójdzie to nie zdasz biologii.
- Jasne, jasne pani psor. Już się biorę za naukę. A w ogóle to dzięki, że mi pomagasz. Jesteś niesamowita.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
wiem, że rozdział 4 nie jest zbyt ciekawy, ale to początek sobotniego spotkania Patki i Dominika. Po prostu nie chcę żeby rozdziały były zbyt długie, bo długich rozdziałów już kompletnie nikt nie będzie chciał czytać.
 

 
Obudziłam się punkt ósma. Nie mogłam uwierzyć, że już jest sobota. O piętnastej miał przecież przyjść Dominik. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Okropnie się zestresowałam. Wstałam, wykąpałam się i zjadłam pyszne śniadanie przyrządzone oczywiście przeze mnie, bo przez kogo? W dodatku musiałam nakarmić również mojego drugiego zwierzaka. Mam na myśli młodszego brata, bo nie nazwałabym go człowiekiem. Mama była w pracy, zresztą tata też. Jak zawsze. Posprzątałam cały dom i wybrałam najładniejsze ubrania jakie miałam. Nie zorientowałam się nawet, kiedy minęło to kilka godzin. Myślałam „To tylko nauka, nie stresuj się Patka. To nic wielkiego. Dasz radę.” Nie pomogło mi to specjalnie, ale pogodziłam się już z faktem, że znając mnie, skompromituję się maksymalnie. Usłyszałam dzwonek do drzwi i pobiegłam do nich jak najszybciej umiałam. Zanim otworzyłam przejrzałam się jeszcze w lustrze, które wisiało na ścianie. Miałam lekko wymalowane rzęsy, mimo, że na ogół nie używam kosmetyków, ani nic w tym stylu. Gdy usłyszałam dzwonek drugi raz, stwierdziłam, że oglądam się już zbyt długo. Szybko otworzyłam i zobaczyłam tam przystojnego blondyna, średniego wzrostu, z plecakiem zarzuconym na jedno ramię.
- Cześć. Proszę, wejdź. Przepraszam, że tak długo czekałeś pod drzwiami.
- Hej. No spoko. Nie ma sprawy. Ej wyglądasz naprawdę ślicznie… - powiedział po czym cały się zaczerwienił. Chyba zaskoczył sam siebie.
- Dziękuję… Ja… może lepiej chodźmy na górę, do mojego pokoju. Mój brat będzie oglądał kreskówki tu na dole. Chcesz cos do picia?
- Tak. Jeśli mogę, to proszę o sok – powiedział i błysnął zniewalającym uśmiechem.
- Świetnie. Już po niego idę.
- To może ja zaczekam u góry? – zaproponował.
- Zgoda. Pierwsze drzwi po prawej – oznajmiłam.
- Okej. To do zobaczenia na górze.
Dominik wchodził po schodach, podczas, gdy ja jeszcze raz przejrzałam się w lusterku. Wyglądałam mniej więcej tak jak zwykle. Nie sądziłam, że będzie prawił mi takie komplementy. No tak, ale przecież może chcę się tylko przypodobać, żebym nie dała mu wycisku z biologii. O, nie. To mu się nie uda. On ma mieć dobre oceny, a ja pozytywne zachowanie. Nalałam sok do szklanek i powiedziałam bratu, że gdyby mnie potrzebował, będę u siebie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Tym razem wstałam wcześnie rano. Po pierwsze, dlatego, że nie chciałam się spóźnić do szkoły, a po drugie, dlatego, że musiałam wyprowadzić Czikiego - mojego pieska - na długi spacer. Idąc tak zastanawiałam się, czemu właściwie Dominik przejął się kolejną jedynką u niego to naprawdę norma. Nigdy wcześniej nie zwracał na to uwagi.. Myślałam również nad tym jak będzie wyglądać ta sobota. Z jednej strony cieszyłam się, a z drugiej bałam. Nie jestem bogata, nie mam willi z basenem, moich rodziców normalnie na to nie stać. Czasami, gdy przebywam sam na sam z moimi myślami to zachodzą one zbyt daleko. Lubię rozmyślać na temat świata i ludzi. Psychologia to całkiem fajna sprawa, ale rozwiązywanie cudzych problemów jest łatwiejsze od rozwiązywania własnych. Od tego myślenia zaczęło mi się robić niedobrze. Stwierdziłam, że wrócę do domu. Po kilku minutach zobaczyłam Ernesta na spacerze ze swoją dziewczyną. Nie są zbyt mili i nie przepadamy za sobą, ale zawsze uważałam że łączy ich prawdziwa miłość. Taka szczera.. i tego im zazdrościłam, że są idealnie dopasowani. Kiedy doszłam do domu, wzięłam szybki prysznic i zadzwoniłam po Ankę. Poszłyśmy razem do szkoły na nogach. W końcu nie było aż tak daleko, a ja chciałam z nią porozmawiać. Poradzić się..
-Ej Anka, co ja mam zrobić? Wiesz, że go lubię. A jak coś palnę? Albo nie uda mi się go niczego nauczyć? Oboje będziemy mieli problemy i na dodatek mogę się skompromitować.
-Przestań pleść bzdury! Jesteś niesamowitą dziewczyną. Inteligentną, zabawną i wcale nie jesteś brzydka.
-Mówisz tak żeby mnie pocieszyć.
-Przyjaźnimy się od dziecka, nie okłamałabym Cię. Szczególnie w takiej sprawie. Wiem, że to dla Ciebie ważne.
-Chyba zrezygnuje. Jestem za bardzo tym zestresowana.
-Nie ma takiej opcji! Chcesz wylecieć ze szkoły i stracić szansę na spotkanie z takim fajnym chłopakiem?
-Ale...
-Nie ma żadnego "ale"! Spotykacie się w sobotę u ciebie i koniec. To tylko nauka. A kto wie.. może coś z tego będzie
-Nie bądź głupia.. to tylko nauka..
-Jasne, jasne
-No dobra.. nie zrezygnuje, ale chodźmy już, bo się spóźnimy
 

 
- Jak on może. Wszyscy uciekają z lekcji, piją, palą, nie zdają do następnej klasy, a on się czepia o byle co i to właśnie mnie! - myślałam idąc do sali. Nie zdążyłam dojść przed sprawdzeniem obecności, ale Pani Omeli od biologii była wyrozumiała.Gdy weszłam do klasy właśnie oddawała kartkówki. Dostałam pięć. To u mnie normalne. Uczę się doskonale. Wzięłam kartke z oceną i poszłam usiąść. Niestety (lub stety), jedyne wolne miejsce było koło Dominika. Tak, dokładnie! Koło TEGO Dominika! No cóż, nie miałam wyboru. Usiadłam.
-Cześć - usłyszałam i na twarzy chłopaka pojawił się wielki, piękny uśmiech.
-Cześć... chyba - zaskoczył mnie. Nigdy wcześniej się do mnie nie odzywał, chyba, że czegoś chciał.
-Jak u dyrektora? - zapytał.
-To już wszyscy wiedzą? - zdenerwowałam się.
-Darłaś się na całą stołówkę. Trudno było nie usłyszeć - odpowiedział.
-Aha. No cóż. U dyrektora zawsze tak samo. Pozłościł się, pokrzyczał i kazał iść.
-Słuchaj... Sory wielkie za Ernesta.
-Za co? - zdziwiłam się.
-No za Ernesta.
-Słyszałam, co powiedziałeś. Po prostu nie rozumiem, czemu ty mnie przepraszasz.
-To on Cię sprowokował, a po za tym... - zamilkł, bo nauczycielka przyniosła jego kartkówkę. Nawet nie spojrzał na ocenę. - A po za tym się z Ciebie śmiał - dokończył.
-No tak, ale wy wciąż się ze mnie śmiejecie. Przyzwyczaiłam się. A to i tak moja wina, że wylądowałam u dyrektora.
-No okej. Ale i tak przepraszam.
-Nie ma sprawy - odparłam.
-Kurdę! - zmartwił się. - Znowu jedynka..
-To już chyba norma dla Ciebie - żartowałam.
-Tak, no właśnie... i w tym problem.
Później już nie rozmawialiśmy. Skupiłam się na lekcji i widziałam, że mój sąsiad również usiłuje to zrobić (nie koniecznie skutecznie). Gdy zadzwonił dzwonek na przerwę, patrzyłam jeszcze chwilę na Dominika i Panią Omeli, jak rozmawiają.
-Patrycja jest sprawa! - zawołali mnie nagle.
Widać było, że chłopak jest zakłopotany. Można by powiedzieć, iż nawet się wstydził. Jego oczy dziwnie błyszczały, lecz usta zacisnęły się w grymas jak u małego dziecka. Coś wiem na ten temat. Mam młodszego braciszka.
-Co się stało? - spytałam.
-Mam dla was propozycję - powiedziała nauczycielka.
-Słucham.
-Ty potrzebujesz dobrego zachowania i kilku pozytywnych uwag w dzienniku. Dominik potrzebuje lepszych ocen.
-Nie rozumiem do czego Pani zmierza.
-Będziesz uczyć tego młodzieńca.
-Co?! - zdziwiłam się i spojrzałam na niego, ale zaraz tego pożałowałam, bo zobaczyłam że nie jest mu łatwo uczestniczyć przy tej rozmowie.
-On bardzo potrzebuje korepetycji. Nie tylko z biologii. Oczywiście nie musisz się zgadzać. Chociaż wiesz, że wyszłoby Ci to na dobre.
-Nie chodzi o to, że nie chcę. Po prostu my za bardzo się nie lubimy - broniłam się kłamstwem. Lubię go. Nawet bardzo. - Ale możemy spróbować. Nie wiem tylko czy coś z tego wyjdzie.
-A więc dobrze. Spróbujcie. Umówcie się gdzie i kiedy.
-Dobrze.
-Do widzenia - odpowiedzieliśmy jednocześnie, po czym Dominik prawie wybiegł z klasy.
-Ej zaczekaj!
-Czego chcesz? - wjechał na mnie.
-Jak to? Musimy ustalić gdzie i kiedy będę Cię uczyć!
-Przecież mnie nie lubisz, o ile dobrze słyszałem - powiedział to takim tonem, że już chciałam zacząć płakać. Nie znał całej prawdy o mnie.
-Właściwie to sądziłam, że ty nie lubisz mnie, jeśli chodzi o to o czym wspomniałam Pani Omeli.
-Ale ja nic do Ciebie nie mam.
-To świetnie - głos mi drżał, chciałam żeby ta rozmowa dobiegła końca.
-A ty do mnie? - nie wierzyłam że zapytał. Miałam dwa wyjścia powiedzieć że nic do niego nie mam, albo wykrzyczeć mu w twarz, że mi się podoba. Wybrałam pierwszą opcję.
-Też nic. Mimo, że myślicie z kumplami, że bycie bogatszym czyni was lepszymi od innych.
-To nie prawda! Nie jestem taki jak oni.
-Nie ważne.
-Słuchaj muszę już lecieć na trening, ale pogadamy o tym jeszcze. W sobotę o piętnastej u ciebie, okej?
-No dobra. Weź książki.
-Spoko. Narka.
-Miłego treningu.
-Dzięki! - krzyknął bo był już daleko.
Po tym dniu byłam okropnie zmęczona, ale wiedziałam że nie zasnę przez długi czas. Nie wiedziałam czemu Dominik chce ze mną jeszcze rozmawiać na ten temat. Bałam się tej rozmowy. Bałam się go poznawać. Mimo wszystko jednak, cieszyłam się, że spędzimy trochę czasu razem. W gruncie rzeczy jest niezwykłym chłopakiem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Obudziłam się i od razu spojrzałam na zegarek. Było za dwadzieścia ósma. Ubrałam szybko koszulkę i wyszłam na przystanek. Szkoła była tylko kilka przecznic dalej, ale wolałam jechać busem niż na rowerze. Ledwie dobiegłam do niebieskiego znaku i rozkładu jazdy, kiedy kierowca zaczął powoli zamykać drzwi. Zdążyłam.
-Hahahaha. Hej Pati - zawołała Anka.
-No hej. Co Cię tak śmieszy? - zapytałam siadając obok niej.
-Może to, że ledwo zdążyłaś ... A może fakt, że jesteś w piżamie - parsknęła śmiechem.
-Dobra z ciebie przyjaciółka - powiedziałam sarkastycznie.
-Tak. Wiem - odparła i znów zaczęła się śmiać.
Rzeczywiście w pośpiechu zapomniałam przebrać spodni, ale nie przejęłam się tym zbytnio, bo i tak pierwszą lekcją było wychowanie fizyczne. Włożyłam słuchawki w uszy i nie mówiłam nic póki nie dojechaliśmy pod szkołę.
-Anka, moja szafka jest koło toalety. To niedaleko drzwi, błagam schowaj mnie! - poprosiłam.
-Spokojnie, w szkole jest mnóstwo dzieciaków. Nikt nawet nie zwróci na to uwagi. Sama zobaczysz.
-No.. dobra.. okej.
Niestety. Zauważyli.. i śmiali się. A najbardziej Dominik, Ernest i Przemek. Trzej najbogatsi uczniowie w całej szkole. No tak, zapomniałam powiedzieć, że chodzę do szkoły prywatnej. Ja jestem w niej tylko dlatego, że dostałam stypendium, a chłopaki dlatego, że byli rozpieszczeni i rodzice podsuwali im pod nos wszystko co najlepsze. Wracając do tematu.. dzień zleciał szybko, ale już przy obiedzie atmosfera się pogorszyła.
-Hej laleczko. Wyznaczasz nowe trendy w modzie? - Ernest przyczepił się do mnie.
-Odczep się chłoptasiu - wyśmiałam go.
-No, no. Tylko nie chłoptasiu. Ok?
-A co? Chłoptaś się uraził? - dokuczałam mu.
-Nie, tylko...
-Tylko co? Ooo no tak. Tylko twoja dziunia może tak do ciebie mówić? - nie dawałam za wygraną.
-Lepiej się odwróć - podpowiedział mi
-Z chęcią... żebyś mógł mnie pocałować w tyłek!! - krzyknęłam i odwróciłam się
-Dzień dobry młoda damo.
-Dzień dobry Panie dyrektorze. - odpowiedziałam zduszonym głosem. Czułam że będę mieć kłopoty.
-Będę czekał na ciebie w gabinecie.
-Dobrze, już idę - odparłam.
-Powodzenia - Ernest szepnął za moimi plecami i odszedł.
-Ups... - pomyślałam
Mijając szafki na korytarzu podążałam za niskim Panem przy kości, w czarnym garniturze. Nie bałam się. Pan Starowski był w porządku i nigdy nie dostałam kary gorszej niż "koza" czy pogrożenie palcem. Nigdy.. mówię tak, ponieważ dosyć często lądowałam na dywaniku u dyrektora przez mój niewyparzony język. Jeszcze tylko dwa kroki.. i jesteśmy.
-Zamknij drzwi i siadaj! - nagle miły, łysawy Pan zrobił się, aż dziwnie oschły. - Co to miało być? Znów musimy spotykać się na "dzień dobry" w takich okolicznościach?
-Ja wiem proszę Pana i przepraszam. To Ernest zaczął. To się więcej nie powtórzy! - tłumaczyłam.
-Panienko Nowak czy ma mnie panienka za zupełnego idiotę? Ile razy ja już to słyszałem od ciebie?
-No dobrze, niech mi Pan dyrektor wlepi tą "kozę" i będzie po sprawie - zaproponowałam śmiało.
- O nie! Tym razem kara nie wystarczy. Przynajmniej nie taka! Na to wydarzenie, będę patrzył przez palce, ale jeszcze jeden taki wybryk i będziesz zawieszona ze skutkiem natychmiastowym. Mamy już wszyscy serdecznie dość twoich wybryków. Cała rada pedagogiczna jest tego samego zdania. Patrycjo, to twoja ostatnia szansa. Jesteś bardzo zdolną i mądrą dziewczyną, dlatego wierzę, że te szansę wykorzystasz - dyrektor już na mnie po prostu krzyczał.
Wystraszona wstałam z krzesła i zaskoczonym tonem zaczęłam pytać:
-Ale jak to? Czemu? Przecież wiele uczniów się tak zachowuje!
-Ale od ciebie wymagamy więcej niż od innych.
-Panie dyrektorze! Nie mogę być zawieszona! Tym bardziej nie mogę wylecieć ze szkoły! Tu jest moja przyszłość!
-Wiem. Dlatego też chcę, żebyś pokazała mi i samej sobie, że zależy ci. A teraz do widzenia. Idź na lekcje.
-Do widzenia! -wyszłam oburzona, trzaskając drzwiami.


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Siema siema. Mam już jednego bloga, ale jest o mnie, o życiu, mało ważne. Ten założyłam żeby pisać na nim opowiadanie, bo pisanie na photoblogu jest beznadziejne. mam nadzieję że się choć trochę spodoba z góry przepraszam za błędy xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›